ona-aktywnie

Bądź aktywna całe życie!!!

Jak dobieram właściwy podkład do twarzy.
Dziewczyny, obecnie mam prawie 32 lata a dopiero w zeszłym roku odkryłam podkład do którego powracam już 4-krotnie.
Jest nim stosunkowo niedrogi , ale jak dla mnie spełniający wszystkie kryteria podkładu.
Oto on:

Maxfacor zaoferował nam świetne rozwiązanie skupiając w sobie 3 elementy, dające idealny makijaż. Podkład ten łączy w sobie bazę, korektor i podkład. Co nam to daje? Skraca czas przygotowania dobrego makijażu a rano wiecznie mi go brakuje. Świetnie matowi cerę na wiele godzin, ale nie daje efektu maski. Praktycznie nie poprawiam makijażu przez cały dzień. Doskonale scala się z cerą. Bardzo dobrze kryje moje piegi. Doskonale zmywa się zwykłym mleczkiem lub bezpośrednio żelem do mycia twarzy. Nie uczula. Kolor, który używam to NUDE 47.

Przez lata eksperymentowałam z wieloma markami, tymi popularnymi z przedziału od 30 zł do 60 zł i lepszymi powyżej 100 zł. Żaden z nich nie był na tyle satysfakcjonujący abym mogła pozostać przy nim na dłużej.
Pamiętam czasy, kiedy jeszcze jako młoda dziewczyna rozpoczynająca przygodę z makijażem kupowałam ciemniejsze podkłady, gdyż dawały efekt opalonej twarzy. Obecnie robię wręcz przeciwnie kupuję te najjaśniejsze, które tuż po nałożeniu wydają się o ton za jasne. Dlaczego? Ponieważ każdy z podkładów bardzo szybko się utlenia i wtapia w kolor naszej karnacji. Wielkim błędem jest stosowanie podkładów ciemniejszych niż nasza karnacja z nadzieją, że nadadzą naszej cerze zdrowy opalony koloryt. Cera wydaje się wówczas ciężka i zdecydowanie starsza. Zdrowego rumienia możemy nadać stosując odpowiedni róż do policzków, bądź delikatny bronzer, który uwydatni nasze kości policzkowe. Pamiętajcie, że ciemne podkłady nas postarzają a zależy nam abyśmy wyglądały na wypoczęte, wiecznie młode i wyspane.


Nigdy nie czekam z nowymi postanowieniami do Nowego Roku. Działam tu i teraz. Działam wtedy, kiedy czuję największą determinację i maksymalny napęd do zmiany. Wplatam w kalendarz mojego życia kolejny program od zaraz. Nie wyznaczam daty, godziny, która ma zapoczątkować nową aktywność tylko podejmuję w tym momencie wyzwanie. W praktyce zauważyłam, że jeżeli pozostawiałam tę rzecz na później zdarzało mi się nie realizować postanowienia, bądź przekładałam ją na kolejny termin. Dlatego jeżeli czegoś pragnę, jeżeli wiem co da mi szczęście, bądź pozytywną zmianę wchodzę w to tu i teraz.
Jeżeli, chcesz podnieść poziom swojej egzystencji w konkretnej kategorii własnego rozwoju sportowego czy naukowego to po prostu zrób to i kontynuuj tę zmianę. Ciesz się własnym rozwojem i nie zostawiaj tego co dobre dla Ciebie na później.

Jakie są różnice między ryżem basmati a brązowym? Przede wszystkim smakowe. Basmati jest subtelny, delikatny, mały i rozpływa się w ustach. Brązowy jest zdecydowanie większy i w smaku wyraźniejszy. Prócz walorów smakowych basmati jest miej kaloryczny i posiada niższy indeks glikemiczy. Ostatnio częściej sięgam po basmati. Świetnie smakuje z mięsem i w sałatkach.

Ryż basmati w 100 g
Energia 346 kcal
Węglowodany 76,6g.
IG 58
Tłuszcze 1,2 g
Białko 7 g
Żelazo 2 mg
Magnez 13 mg

Ryż brązowy w 100 g
Energia 357 kcal
Węglowodany 76,8 g
IG 65
Tłuszcze 1,9g
Białko 7,1 g
Żelazo 1,3 mg
Magnez 110 mg

Ciasteczka owsiane to jedno z moich ulubionych łakoci.
Staram się nie jeść słodyczy, ale czasami moja silna wola okazuje się bardzo słaba i właśnie dla takich sytuacji lubię mieć zdrowe małe co nieco.

Proporcje podaję na oko.

Opakowanie otrębów owsianych
Opakowanie otrębów żytnich
Płatki owsiane górskie
Orzechy włoskie rozdrobnione
2 jajka w całości
Słonecznik
Siemię lniane
Rodzynki
Czekolada deserowa o zawartości 70% kakao
Cynamon lub przyprawa do piernika
Pół łyżeczki proszku do pieczenia
Mleko 0,5% tłuszczu (niewielka ilość)

Wszystkie składniki mieszamy a czekoladę ucieramy na tarce i dodajemy do masy. Niewielka ilość mleka ma nam służyć do wyrobienia ciasta, ciasto ma być gęste, gdyż mamy z niego uformować porcje ciasteczkowe. Nie przesadź z mlekiem. Za rzadkie ciasto nie będzie nam się lepiło. Przygotowane ciasteczka wykładamy na blachę pokrytą papierem do pieczenia. Ciasteczka pieczemy 15 minut w temperaturze 180 stopni.

Smacznego.

Otyłość genetyczna to mit!
Jeżeli mówisz, że jesteś otyły, gdyż Twoi rodzice, bądź choćby jedno z nich jest otyłe a Ty zrzucasz swoją wagę na geny, to jesteś w wielkim błędzie. Oszukujesz przede wszystkim samego siebie i wmawiasz sobie coś co nie jest prawdą. Musisz wiedzieć, że to jak wyglądasz to zasługa Twoich nawyków żywieniowych i trybu życia, które wyniosłeś z domu.
Brak sportu, brak odpowiedniej diety doprowadziło Ciebie UWAGA młodego człowieka do otyłości, przez co wyglądasz zwyczajnie „starzej” niż wskazuje Twoja metryka urodzenia. Wielokrotnie spotykam się z ludźmi, którzy poprzez zaniedbanie wyglądają starzej nawet o 8 lat. Zawsze bardzo uważam, kiedy ktoś mnie pyta na ile lat wygląda…Zdarza mi się długo myśleć nad odpowiedzią, aby przede wszystkim nie zawyżyć wieku i nie zranić drugiej osoby…, już nie raz strzeliłam przysłowiowego babola, z resztą pewnie Wam również to się przydarzyło. Mając na myśli, że wyglądamy starzej nie mówię tu o niechlujnym ubraniu, tylko o masie ciała, która zwyczajnie dodaje nam lat. Nie musimy ubierać się u Prady aby wyglądać modnie bądź co najmniej schludnie.
Musisz wiedzieć, że jeżeli jeden z Twoich rodziców ma nadwagę to masz aż 40% zagrożenia otyłością i analogicznie jeżeli dwoje Twoich rodziców są otyli szanse na otyłość rosną do 80%!! Dane mówią same za siebie i ostrzegają abyś rozważnie podchodził do tego co wkładasz do otworu gębowego (ale mi się zrymowało).
Więc tak… wiemy już, że kilogramy dodają nam lat i w cale nie są wynikiem naszych genów. Wiesz, że zły tryb życia postarza człowieka i powoduje wiele chorób, chociażby hipercholesterolemię, nadciśnienie, udary mózgu, zawały, cukrzycę, niewydolność serca itd. Jesteś świadomy takich zagrożeń i jeszcze nic z tym nie zrobiłeś? Czemu?
Epoka specjalistów, którzy przygotują Ci dietę dawno już się rozpoczęła i nie ma problemu z dostępem do dietetyka. Pamiętaj, że dieta nie oznacza głodówki. Dietę ma każdy, Ty, ja, Twój partner, tylko jak ona wygląda zależy od Ciebie. Dostęp do informacji o zdrowych zamiennikach, zdrowych przepisach, tabel z kalorycznością, ze wskaźnikami Ig są ogólnodostępne. Nawet jeżeli nie stać Cię na korzystanie z usług dietetyka, to przecież masz w internecie wszystko podane na tacy. Wystarczy skorzystać z przeglądarki gogle i jedziemy z tym koksem! Wiem, że jest to możliwe!
Nie sięgaj po gotowe czy półgotowe, przetworzone produkty, gotuj sam. Zdrowy posiłek nie wymaga wielkiego nakładu pracy. Z moich obserwacji wynika, że czym dłużej przygotowuję danie tym bardziej jest ono kaloryczne. Najbardziej lubię gotowane, lub pieczone chude mięsko, które panierujemy w ulubionych ziołach z warzywami, i mamy do wyboru makaron pełnoziarnisty, ryż basmati, brązowy, kasza gryczana.
Pamiętaj również, że odstępy między Twoimi posiłkami powinny być nie większe niż 3 godziny, dla tego przygotuj 2 posiłki do pracy. Zdecydowanie łatwiej wyjąć zdrowy, gotowy posiłek niż biec do sklepu ze ssaniem w żołądku i kupić słodką bułę, batona i zapić jeszcze coca-colą. Masakra!!! Co się wtedy dzieje? Cukier skacze jak na trampolinie po czym szybko spada i woła o więcej!!! Błędne koło. I tak tyjemy.
Pamiętaj, że wszystko zależy od Ciebie!
WYBIERAJ!
Chcesz wyglądać na otyłego, starszego niż w rzeczywistości człowieka?

Czy chcesz być zdrowy, sprawny i wiecznie młody?

Vegeta Natur

Brak komentarzy


Moja ulubiona przyprawa bez wzmacniaczy smaku, dodatkowych aromatów i barwników. Używam jej praktycznie do wszystkiego, mięs, makaronów, sałatek, zup. Stanowi główny podkład aby nasza potrawa nabrała konkretnego smaku. Koszta zakupu to około 5-6 zł. Polecam!

Przasnysz!

Lokalni biegacze mieli swoje święto! Organizatorzy jak zwykle sprawdzili się na 5+, świetna konferansjerka Wojtka i wspaniała pomoc Szwagra .
Oświadczam wszem i wobec, że w dniu 05.10.2014 debiutował na dystansie 1km mój syn Szymon 4 lata i 10 miesięcy!, który w chwili obecnej jak przystało na prawdziwego biegacza ucina nocnego regeneracyjnego komara. Szymon jak na swój wiek zachował się cudownie! Biegł odważnie i dzielnie. Choć wiedziałam, że Szymcio sam, bez żadnej pomocy dobiegnie na linie mety, nie mogłam spokojnie filmować jego biegu, gdyż trzęsła mi się ręka i waliło mocno serducho. W końcu mój pierworodny razem z mamą wziął udział w zawodach!

Tuż po biegu zapytałam się Szycia jak się czuję, stwierdził: „dobrze, ale wiesz…. (tu nastała cisz), nóżki mnie bolą i nie będę już biegał, będę uprawiał lekkoatletykę, bo jest lekka”.  Uwielbiam przemyślenia mojego syna.

Mój bieg…

Zawsze mam kiepski start. Tak chyba już będzie, muszę do tego przywyknąć, że przez pierwsze 1000 m szukam właściwego oddechu, tempa i zawsze czuję obawę aby za szybko nie wystartować a w konsekwencji dalej na trasie nie spalić się. Pierwszy kilometr był za wolny, a któryś tam za szybki…, najważniejsze, że biegłam z wielką przyjemnością i widzę, że z biegu na bieg poznaję coraz bardziej swoje możliwości i potrafię świadomiej nimi kierować. Poznawanie samej siebie jest fantastycznym doświadczeniem! Powiedzenie, że „każde doświadczenie uczy” również sprawdza się mocno w moim przypadku. Start był średni, ale za to końcówka zawodowa . Kiedy łapałam 2 ostatnie kilometry przeliczyłam, jak szybko muszę biec aby uzyskać moje założenie czasowe. Z racji tego, że było płasko i czułam metę na odległość to wiedziałam, że mogę śmiało odpalać wrotki, włączać szósty bieg…. i pocisnęłam… Biegłam o jakieś 20 sekund na kilometr szybciej niż musiałam, żeby na mecie cieszyć się nie tylko z życiówki, ale także z lepszego niż zakładany cel. Wymarzyłam sobie 47,30 minut, czyli poprawa od ostatniego biegu o około 2 minuty. Dużo, wiem progres jak na mnie maksymalnie duży, ale co tam…, przekalkulowałam ostatni swój bieg i czułam, że mój wynik 49,18 był do dużej poprawy. Rezultat na mecie to 46, 50!!! Dzięki temu zajęłam II miejsce w klasyfikacji kobiet. Był to już niestety ostatni bieg w tym roku z edycji Korony Ziemi Przasnyskiej. Będę czekała następnego sezonu aby rozpocząć Koronę po długiej zimie.


W kategorii wiekowej I miejsce :) :). W klasyfikacji generealnej kobiet IV miejsce!! :) :)

I na mnie przyszła pora…. Bardzo się cieszę, że podjęłam wyzwanie półmaratonu. Pamiętam jak jeszcze kilka miesięcy temu sama myśl o półmaratonie była mi zupełnie obca. W jaki sposób można przebiec 21km? I w ogóle w jakim celu? Rozumiem 5km max 10 km, ale po co mierzyć się na takim dystansie? Przecież można krócej i zdrowiej dla organizmu. Teraz już wiem, że apetyt rośnie w miarę jedzenia . Rozpoczęłam uczestnictwo w zawodach od 5km, następnie 10km a wczoraj półmaraton. Progres owszem duży, lecz moje treningi sięgały z reguły około dychy, więc przed Mławą wiedziałam, że muszę baczniej przyłożyć się do treningów, więc zaczęłam biegać na dystansie około16km, dość wolnym tempem, ale wprowadziłam interwały i podbiegi. Teraz już wiem jak dużo znaczą takie treningi. Przede wszystkim zauważyłam z treningu na trening, że wzrosła moja siła biegowa i wytrzymałość, co bardzo przydało się w Mławie. Mławska trasa składała się z wielu długich wzniesień. Na początku gdy zorientowałam się, że faktycznie teren jest pół wyżynny a nie płaski, opadł mi zapał i widziałam już siebie pół człapiącą. Dla tego pilnowałam się, aby już na początku nie wskoczyć w za duże tempo. Pierwszy kilometr właściwie przetruchtałam. Później poczułam wiatr w żaglach i z kilometra na kilometr przyspieszałam. Podbiegi okazały się łatwe i stanowiły dla mnie sprawdzian mojego przygotowania. Do 8km trzymałam pełną kontrolę, później zaczęłam powoli wyprzedzać i obierać cele w postaci osób do ominięcia. Na 10km, zjadłam żelka energetycznego, choć jeszcze nie czułam spadku energii, ale obawiałam się, że przeoczę ten moment a później odpadnę. O dziwo żelek smakował mi wyjątkowo dobrze, wciągnęłam go z prędkością Pendolino, choć uważam, że w smaku żelki są ohydne, podjeżdżają na maxa chemią i ta konsystencja…! Czekałam 12km, aby móc ocenić, czy mogę utrzymać obrane tempo, cały czas myślałam „aby tylko się nie spalić…”. Moje myśli skupiały się na czerpaniu z biegu ogromnej przyjemności, ale również mówiłam do siebie: „kontrol Marta, świetnie Ci idzie, równy oddech, nic Cię nie boli, jest super!. ” Trasa była bardzo dobrze zabezpieczona i wyposażona w punkty z wodą, izotonikami, bananami i pomarańczami. Co najważniejsze poznałam na trasie 2 świetne dziewczyny. Zdążyłyśmy sobie uciąć nawet krótką rozmowę oczywiście o bieganiu .
Jednym z głównych przyjemności na takich imprezach to przede wszystkim atmosfera, której tego dnia nie zabrakło. Pojechaliśmy do Mławy pełnym fantastycznym składem i tym samym składem w zdrowiu i z medalami na szyi wróciliśmy: mój Slawo, Radek i Mateusz. Na miejscu spotkaliśmy się z panem Marutem, który zajął w swojej kategorii wiekowej II miejsce i z p. Lewandowskim, który również został wyróżniony II miejscem w kategorii wiekowej na 5km. Uwierzcie mi Panowie jak na swój wiek trzymają wyjątkowy fason i prześcigają na trasie nie jednego małolata! Najbardziej tego dnia zaskoczył mnie Grzesiu Włodarczyk, który wziął udział w biegu, ale…., do Mławy dotarł na własnych nogach. Grześ przygotowuje się do ultramaratonu na dystansie 100km a sobota stanowiła dla niego formę wybiegania. Grzesiu będę trzymała kciuki za Twój sukces!
Największym sobotnim sukcesem jest osiągnięty przeze mnie czas 1:41s, dzięki któremu zajęłam w ogólnej klasyfikacji kobiet IV miejsce a w wiekowej I!!. Sukces? Jak dla mnie ogromny. Tym bardziej, że brały udział dziewczyny, które biegają w maratonach zawodowo a ja debiutowałam. Tylko co dalej…? Jak taki czas utrzymać lub z niego zejść? Pozostało mi jedynie zacząć myśleć na poważnie o maratonie. Wiem, że tak będzie, już tak jest…
Nic na to nie poradzę, że z bieganiem wpadłam jak śliwka w kompot. Kocham ten sport, ale na pewno nie tak samo mocno jak mojego Slawa i Szyma. Oni zawsze będą dla mnie najważniejsi. Bieganie na pewno będzie towarzyszyło naszej rodzinie na co dzień. Mam nadzieję, że w przyszłości razem z Szymem będziemy pokonywać wspólnie trasę a spędzone chwile pozwolą jeszcze bardziej cementować naszą rodzinę!